Tajemniczy Aleksander G

Wciąż trwa sprawa zabójstwa dziennikarza Jarosława Ziętary. Czemu tak długo? Jak do niej powrócono? W jaki sposób prowadzone jest śledztwo? Wszystko poniżej.

Jarosław Ziętara zmarł w 1992 roku. Prawdopodobnie został uprowadzony, a następnie zamordowany. Okoliczności jego śmierci wciąż są zagadką, ale dziennikarze walczą, aby tę zagadkę rozwiązać. Jednak zacznijmy od początku.

Ziętara urodził się w Bydgoszczy 16 września 1968 roku. Jarosław pracował dla Gazety Poznańskiej. Prędzej jego pracodawcami byli: Wprost  oraz Gazeta Wyborcza. Specjalizował się w dziennikarstwie śledczym, a jego konikiem były afery gospodarcze. 1 września 1992 nie pojawił się w pracy. Od tamtej pory słuch o nim zaginął. Co więc stało się z dziennikarzem? Prawdopodobnie został zamordowany. Są to tylko domysły, gdyż ciała nie znaleziono.

W sprawę zamieszany jest były senator Aleksander Gawronik (nie rozumiem czemu media nie podają jego nazwiska, kiedy jest ono tak bardzo kojarzone przez pełnioną poprzednio funkcję i niezłe meandry, jakie sam wyrzeźbił w swoim życiu). Nie dość, że powiązany z mafią pruszkowską, to jeszcze skazany na 8 lat więzienia, po apelacji na 5. Za kratki wsadzono go za próbę wyłudzenia 9 milionów złotych na podatkach VAT. Przypominam, że prędzej sam forsował ustawę o zwrocie podatku VAT cudzoziemcom. Ustawa ta została przyjęta pod koniec 1999 roku. W machlojach, które wprowadzał do życia publicznego i w rozwoju biznesu miał mu pomóc Ireneusz Sekuła, który rzekomo miał powiązania z mafią (także pruszkowską). Trzeba przypomnieć, że Sekuła zginął w 2000 roku od kilku strzałów w brzuch.

W jaki więc sposób były senator i przestępca finansowy może być powiązany z zaginięciem dobrego dziennikarza? Dlaczego śledztwo jest prowadzone dopiero teraz? Otóż w 1998 roku prokuratura stwierdziła, że Ziętarę uprowadzono i zamordowano. Niestety już w roku następnym śledztwo umorzono z powodu nie odnalezienia zwłok. I tu zaczyna się niezły cyrk.
Aleksander Gawronik, były senator został oskarżony o podżeganie do morderstwa, dzięki zeznaniom Jarosława Sokołowskiego (Masa) oraz Jerzego Urbana. Jak każdy wie, Masa z pruszkowską miał wiele wspólnego, a Jerzy Urban także nieprzypadkowo znalazł się na procesie w Sądzie Apelacyjny w Krakowie. Urban pozostawał w bliskich kontaktach z założycielem holdingu Elektromis. Piotr Kosmaty, jak podaje www.onet.pl ,powiedział dziś na konferencji prasowej w Krakowie, że: „Prokuratura Apelacyjna w Krakowie oskarżyła byłego senatora Aleksandra G. o podżeganie do zabójstwa poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary. Akt oskarżenia został skierowany do Sądu Okręgowego w Poznaniu„. Piotr Kosmaty powiedział także, że nie chodzi wyłącznie o zabójstwo Ziętary, ale także o podżegania do zamordowania innych osób, z których większość już nie żyje. Były senator nie przyznaje się jednak do winy i twierdzi, że: „Nie mam nic wspólnego z uprowadzeniem pana Ziętary„.

Krew człowieka zalewa, kiedy widzi jak źle dzieje się w państwie. Od 1992 roku śledztwo umorzono dwa razy ze względu na brak dowodów zbrodni i uprowadzenia (przypominam, że ciało nie zostało znalezione). Na szczęście czujne, dziennikarskie oko i ucho dopatrzy się nieścisłości wszędzie. W kwietniu 2011 roku dziennikarze naczelni gazet takich jak: Fakt, Gazeta Wyborcza, Polska, Rzeczpospolita oraz Super Express zaapelowali do premiera RP Donalda Tuska o odtajnienie informacji dotyczących Ziętary, które w czasie działań operacyjnych, które w czasie działań operacyjnych gromadził Urząd Ochrony Państwa, oraz do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta o wznowienie śledztwa w sprawie zaginięcia Ziętary. W styczniu 2012 roku wznowiono śledztwo.

Mam cichą nadzieję, że sprawa rozwiąże się szybko, a każdy psi syn zamieszany w tak ohydną sprawę jak morderstwo będzie wisiał. Niewygodni ludzie są kasowani ze społeczeństwa. Jakim prawem odbieramy komuś życie? Mam jeszcze nadzieję, że Aleksander Gawronik pójdzie za kratki – tam gdzie jego miejsce. Ponadto cieszy mnie fakt, że śledztwo posuwa się naprzód. Zapewne ciało już nigdy nie będzie odnalezione, minęły w końcu 23 lata. Jeśli jednak Gawronik nie posiedzi, a mordercy nie znajdą, to dalej będę trwał w przekonaniu o nieudolności polskiego wymiaru sprawiedliwości i śledczych.